Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kawałek gałązki, na którym znajdowała się jeszcze kora, i podsunąwszy te trzy przedmioty przed oczy rudego, spytał go:
— Dlaczego nosisz te rzeczy ze sobą?
Twarz zagadniętego stała się cokolwiek bledszą, jednak odpowiedział pewnym tonem:
— A to cud! Wielki Firehand troszczy się o takie drobnostki! Ktoby to myślał! Flaszeczka zawiera lekarstwo; pilnik jest dla każdego westmana niezbędnem narzędziem, a ten kawałek drzewa dostał się przypadkiem do torby. Czyście teraz zadowoleni, sir?
Pytanie to wypowiedział, rzucając szydercze, a przytem bojaźliwe i badawcze spojrzenie na twarz myśliwego. Ten odpowiedział poważnie, a stanowczo:
— Tak, jestem zadowolony, ale nie z twojej odpowiedzi, tylko z moich wniosków. Trampowi zbyteczny pilnik, zwłaszcza tak mały; większy pożytek przyniosłaby mu piła. Ta flaszeczka zawiera opiłki w spirytusie, a ten kawałek drzewa jest, sądząc po korze, gałęzią obrostnicy (Celtis occidentalis). Wiem zaś, że opiłkami obrostnicy, namoczonemi w spirytusie, można zabarwić na czerwono nawet najciemniejsze włosy; stąd..., cóż powiesz na to?
— Że z całego tego uczonego wykładu nie rozumię ani jednego słowa, — odparł gniewnie kornel. — Chciałbym zobaczyć człowieka, któremu mogłaby przyjść do głowy myśl farbowania na rudo czarnych włosów. Ten drab musiałby mieć smak godny podziwu!
— Smak tu jest zupełnie obojętny, idzie tylko o cel. Człowiek ścigany za zbrodnie, na pewno chętnie zabarwi włosy nawet na czerwono, jeśli przez to zdoła