Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kich była na niego zwrócona tramp wyciągnął nóż z rękawa i ostrożnie przeciął mu więzy, poczem wsunął mu rękojeść noża do ręki, aby ten szybkim ruchem mógł uwolnić swe nogi i, zerwawszy się, uciec. Rudy poczuł dotknięcie na swych rękach; czuł rękojeść noża, który natychmiast ujął, i tak się tem zdumiał, że na chwilę stracił panowanie nad sobą i zatrzymał się; ale tylko na krótką chwilę; potem mówił dalej, a nikt nie zauważył, co zaszło za plecami oskarżonego. Kiedy kornel odwołał się do sprawiedliwości Old Firehanda, ten odrzekł:
— Gdzie ja mam coś do powiedzenia, tam niema miejsca na morderstwo, na tem możesz polegać; ale również możesz być pewnym, że ja nie dam się oszukać barwą twych włosów. Mogą być farbowane.
— Oho! Czy można włosy, siedzące mocno na głowie, farbować także na czerwono?
— Oczywiście, — odpowiedział myśliwy z naciskiem.
— Może zapomocą „ruddle“[1]? — zapytał kornel z wymuszonym uśmiechem.
— Śmiej się, śmiej! Niedługo będziesz szydził! — odpowiedział spokojnie Old Firehand. — Innych możesz oszukać, ale nie mnie!
Przystąpiwszy do rzeczy odebranych jeńcom, schylił się, podniósł skórzaną torbę, należącą do kornela, i, otwierając ją, rzekł:
— Przeszukałem to przedtem i znalazłem kilka przedmiotów, których cel był mi niejasny; teraz jednak zaczynam się wszystkiego domyślać.

Wydobył małą zakorkowaną flaszeczkę, pilniczek i

  1. Lubryka — ochra.