Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miało bardzo ważną przyczynę. Siedział tam, gdzie leżały trupy, a głowę oparł na jednym z nich. Kiedy go Missouryjczyk posadził, sztywne i pozbawione życia ciało wykonało lekkie poruszenie i potoczyło się; nie mogło to nikomu wpaść w oczy, ponieważ trup stracił podporę po usunięciu się rudego. Teraz ciało leżało tuż za kornelem i to w cieniu, rzucanym przez ostatniego. A człowiek ów nie był wcale martwym ani nawet rannym. Należał do tych, których Firehand powalił kolbą swej strzelby. Krew ranionego towarzysza bryznęła mu na twarz i to nadało mu wygląd zabitego. Kiedy wrócił do przytomności, ujrzał, że znajduje się między zabitymi; opróżniano im właśnie kieszenie i zabierano broń. Byłby wprawdzie chętnie się zerwał i uciekł, — widział, że wrogów jest tylko czterech — ale rzucać się w rzekę nie miał ochoty, a od strony lasu rozbrzmiewał krzyk zbliżających się rafterów. Postanowił czekać na pomyślną sposobność; wyciągnął jednak nóż i schował go w rękaw; teraz przystąpił do niego Missouryjczyk, obrócił go w jedną i drugą stronę, a uważając za zabitego, zabrał mu to, co znalazł w kieszeniach i za pasem, i pociągnął ku miejscu, gdzie miały leżeć trupy.
Odtąd tramp obserwował wszystko z pod lekko uchylonych powiek, a ponieważ nie był skrępowanym, więc w stosownej chwili mógł się zerwać i uciec. Wtem położono na nim kornela; natychmiast przyszła mu do głowy myśl, aby przywódcę uwolnić. Kiedy rudego podniesiono, domniemany trup potoczył się za nim i znalazł się poza plecami kornela, któremu ręce związano wtyle. Podczas gdy kornel mówił i uwaga wszyst-