Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IV
OCALONY PRZED ZEMSTĄ.

Kiedy rafterzy zjawili się przy ognisku, Old Firehand, Tom, Droll, Fred i Missouryjczyk siedzieli przy niem tak spokojnie, jakby nie zaszło nic niezwykłego. Po jednej stronie ogniska leżały trupy zabitych, a po drugiej skrępowani trampi — wśród nich rudy kornel.
— Do pioruna! — zawołał do starego Missouryjczyka jeden z przybyłych. — Myśleliśmy, żeście w niebezpieczeństwie, a wy siedzicie jak na łonie Abrahama!
— I tak było! — odpowiedział Blenter. — Byliby mnie posłali na łono Abrahama. Kolba karabinu kornela wisiała nade mną, gdy nadeszli ci messurs i wyrąbali mię z opresji. Prędka to była i dobra robota! Możecie się czego od nich nauczyć, chłopcy!
— Czy Old Firehand jest rzeczywiście z nimi?
— Tak, siedzi tutaj. Popatrzcie na niego i uściśnijcie mu dłoń! Pomyślcie tylko! Trzech mężczyzn i jeden chłopiec rzuca się na dwudziestu drabów i zabijają dziesięciu, a sześciu chwytają, sami nie odniósłszy nawet draśnięcia.
Przy tych słowach powstał, a inni podnieśli się także. Rafterzy stanęli w pewnem oddaleniu, z oczymą skierowanemi na olbrzymią postać Old Firehanda. Ten wezwał ich, by się zbliżyli, i uścisnął każdemu zosob-