Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mimo to nikt mu nie przeszkadza, bo jest silnym i odważnym. W dzikiej okolicy, zdala od wszelkiej pomocy, nieprędko odważą się z nim zadzierać, tembardziej, że samotnie nie pracuje, lecz łączy się w związki, czterech do ośmiu najczęściej, a zdarza się czasem, że towarzystwo liczy i więcej osób; wówczas rafter czuje się podwójnie bezpiecznym, bo z taką ilością ludzi żaden farmer nie rozpocznie zwady, obawiając się narazić na szwank swe życie.
Rafterowie wiodą byt twardy i pełen niedostatku, lecz zysk jest niemały. Kiedy wszyscy pracują, jeden z nich, lub kilku, stara się o żywność. Są to myśliwi, którzy po całych dniach włóczą się wokół, aby przygotować mięso. —
Towarzystwo, koczujące nad rzeką Czarnego Niedźwiedzia, zdawało się nie cierpieć biedy, jak wskazywał pełny kocioł. To też wszyscy byli w dobrych humorach i po całodziennej pracy sypały się gęsto żarty. Opowiadano wesołe i ciekawe przygody.
— Żebyście znali owego westmana, którego spotkałem w porcie Niobrara — mówił stary, siwobrody rafter. — Ten człowiek był mężczyzną, lecz nazywano go ciotką.
— Myślisz chyba „ciotkę Droll“? — zapytał drugi.
— Tak, nikogo innego. Czy znasz go?
— Widziałem „ciotkę“ raz jeden. Było to w Desmoines, w oberży, gdzie zjawienie się jego wywołało żywe poruszenie i śmiech ogólny. Szczególnie jeden człowiek nie dawał mu spokoju; Droll wziął go za kołnierz i wyrzucił za okno. Człowiek ten nie wszedł więcej do środka.
— Tego można się po „ciotce“ spodziewać. Droll