Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kilka świdrów; jeden ma średnicy półtora cala. No, połącz te dwie rzeczy, magazyn i świder!
— Thunder — storm! Chcesz może okręt przedziurawić? — zawołał tamten.
— Oczywiście. Jeśli okręt nabiera wody, musi być dziura. A jeśli jest w kadłubie, przybija się do brzegu, aby uniknąć niebezpieczeństwa i okręt dokładnie zbadać.
— Lecz gdy zapóźno spostrzegą?
— Nie obawiaj się. Kiedy okręt tonie, co odbywa się bardzo powoli, linja wodna podnosi się; musi to spostrzec oficer lub sternik. Wtedy powstanie taki gwałt i strach, że inżynier w pierwszej chwili nie pomyśli o swym nożu, a kiedy odkryje stratę, już dawno nas nie będzie.
— A jeśli pomyślą o tem i wprawdzie przybiją do brzegu, ale nie pozwolą wysiąść? Należy wszystko obmyśleć.
— To również niczego nie znajdą. Przywiążemy nóż do sznurka, spuścimy go do wody i umocujemy drugi koniec na zewnętrznej ścianie okrętu.
— Ta myśl jest rzeczywiście niezła! Ale co będzie potem, gdy opuścimy okręt?
— Sądzę, że wnet spotkamy jaką farmę lub obóz Indjan, gdzie nabędziemy konie, nie płacąc za nie.
— Na to się zgadzam. A potem dokąd pojedziemy?
— Najpierw ku rzece Black-bear do rafterów, o których mówił nigger; znaleźć obóz będzie rzeczą łatwą. Naturalnie, nie pokażemy się tam, lecz zaczaimy na brodacza, aby i jemu odebrać pieniądze. Kiedy i to się zrobi, będziemy mieć dosyć, by się wyekwipować do dalszej jazdy.