Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spora sumka, bardzo pożądana!
— Tylko jak ją dostaniemy! — przerwał ten, który zwykł był przemawiać w imieniu reszty.
— Będziemy mieli!
— No, a jak ją dostaniemy? Jak otrzymamy ów nóż?
— Przyniosę go z kabiny.
— Ty sam?
— Naturalnie! Tak ważnej roboty nie dam nikomu.
— A gdy cię przyłapią?
— Niemożliwe! Plan mam gotowy i musi się udać.
— Jeśli to prawda, będzie mi bardzo przyjemnie; ale, inżynier zauważy po obudzeniu się brak noża, a wtedy rozpęta się burza!.
— Tak, i to porządna. Ale my będziemy już daleko
— Gdzie?
— Co za pytanie! Naturalnie na brzegu!
— Czy wpław?
— Nie. Tego nie żądam od was. Jestem niezłym pływakiem, ale w nocy nie powierzyłbym się tej szerokiej rzece.
— Myślisz, że opanujemy jedną z dwu łódek?
— I to nie.
— Więc nie widzę sposobu dostania się na ląd, zanim spostrzegą kradzież.
— To jest właśnie dowodem, żeś niedomyślny. Pocóż pytałem z takiem zainteresowaniem o magazyny?
— Tego nie wiem.
— Wiedzieć nie, ale domyślać się możesz. Obejrzyj się! Co stoi obok bloku z liną kotwiczną?
— Paka z przyrządami, jak się zdaje.
— Zgadłeś! Widziałem, że zawiera między innemi