Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łu między towarzyszy, którzy są rafterami.
— A gdzie oni się znajdują?
— Teraz ścinają drzewa nad rzeką Black — bear, której ja jednak nie znam.
— Ja ją znam, wpada do Arkanza poniżej Tuloi. Czy towarzystwo jest liczne?
— Około dwudziestu ludzi, wszystko dzielni chłopcy, jak mówił. A ten wesoły drab w skórzanym szlafroku ma przy sobie masę nuggetów. On także udaje się na Zachód; chciałbym wiedzieć, poco bierze ze sobą złoto? Tego wszak nikt nie wlecze po dziczy.
— Dlaczego nie? Na Zachodzie człowiek odczuwa także różne potrzeby. Są tam forty, stores, i wędrujące kramy, w których można stracić dość złota i nuggetów. A więc, ci ludzie są mi zupełnie obojętni. Nie pojmuję tylko, dlaczego inżynier, udając się w Góry Skaliste, ciągnie ze sobą małą dziewczynkę.
— To jest jego jedyne dziecko, a córka kocha go bardzo i nie chciała się z nim rozłączyć. Ponieważ zamyśla zatrzymać się w górach niezwykle długo, będzie musiał zbudować baraki, więc ostatecznie zdecydował się wziąć ze sobą ją i matkę.
— Baraki? Czy mówił o tem?
— Tak!
— Dla niego i córki wystarczyłby przecież jeden barak, więc prawdopodobnie nie będzie sam? W jakim celu tam się udają?
— Chciał się o tem dowiedzieć także brodacz, ale Old Firehand oświadczył mu, że dowie się później.
— A więc trzyma to w tajemnicy! Chodzi prawdopodobnie o bonanzę, o żyłę złota, którą chcą potajem-