Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Indjan, starego i młodego Niedźwiedzia.
— A więc? — zapytał kornel pełen oczekiwania. — Jak wywiązaliście się z mego polecenia?
Zapytany odpowiedział niezadowolony:
— Zadałem sobie wiele trudu, ale nie sądzę, bym za to, co usłyszałem, dostał więcej jak owe umówione trzy dolary, bo pomyliliście się, sir.
— W czem?
— Olbrzym wprawdzie nazywa się Old Firehand, ale nie jest farmerem, a przeto nie mógł do siebie prosić owego Toma i ciotki Droll.
— A to dopiero! — zawołał kornel, udając rozczarowanie.
— Tak, tak jest! — zapewniał murzyn. — Olbrzym jest słynnym myśliwym i udaje się w dalekie góry.
— Dokąd?
— Tego nie mówił. Słyszałem wszystko i nic nie uszło mojej uwagi. Ci trzej ludzie siedzieli zdala od innych gości z ojcem dziewczynki, którą pantera chciała pożreć. Ów ojciec nazywa się Butler i jest inżynierem; on także udaje się z Firehandem.
— Inżynier? Czego ci dwaj chcą w górach?
— Może odkryto minę, którą Butler ma zbadać!
— Nie; Old Firehand zna się na tem lepiej, niż największy inżynier.
— Mają oni najpierw odwiedzić brata Butlera, który ma w Kanzas obszerną farmę. Ten brat musi być bardzo bogatym; dostarczył bowiem bydła i zboża do Nowego Orleanu, a teraz inżynier podjął pieniądze, by mu je odwieźć.
Oczy kornela zabłysły, ale ani on, ani żaden