Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


my pierwszymi, na których padnie podejrzenie.
— Jesteś największym głupcem, jakiego widziałem. Taka sprawa jest niebezpieczną i nie jest; tylko stosownie do tego, jak się do niej bierze. A ja nie należę do tych, którzy zabierają się ze złej strony. Jeśli będziecie mię słuchać, to musi się nam udać wszystko, a także później i to ostatnie największe zadanie.
— Przy Srebrnem Jeziorze? Hm! Jeśli cię tylko nie wzięto na bas!
— Pshaw! Co wiem, to wiem! Nie myślę wam teraz dawać dokładnych wyjaśnień. Kiedy będziemy na miejscu, dowiecie się o wszystkiem. Do tego czasu musicie mi ufać i wierzyć, gdy wam mówię, że tam w górze są bogactwa, które wystarczą nam wszystkim do końca życia. Teraz jednak musimy unikać wszelkiej zbytecznej gadaniny i spokojnie czekać, jakie wiadomości przyniesie ten głupi nigger.
Po tych słowach oparł się o burtę i zamknął oczy na znak, że nic nie chce słyszeć, ni mówić. Inni także ułożyli się, jak mogli najwygodniej; jedni próbowali usnąć, inni szeptali cicho ze sobą o wielkim planie, dla którego związali się na śmierć i życie.
„Głupi nigger“ zdawał się jednak dorastać do swego zadania: gdyby napotkał na trudności, byłby pewno powrócił, by o tem donieść; tymczasem poszedł on najpierw do kajuty służby, aby pomówić ze stewardem, a potem zniknął we drzwiach, prowadzących do salonu, i nie pokazywał się. Minęła przeszło godzina, zanim pojawił się na pokładzie, trzymając w ręce kilka ścierek; odniósł je, wrócił do towarzystwa i usiadł, nie widząc, że czworo oczu bystro obserwuje jego i trampów. Oczy te należały do obu