Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy to nie zwróci uwagi?
— Nie. Ponieważ salon jest zawsze zajęty, nie można tej pracy wykonać w takim czasie, by nie było tam nikogo. Jest to właściwie robota stewarda, ale sprawię mu wielką przyjemność, jeśli go wyręczę.
— Lecz on może powziąć jakie podejrzenie.
— Nie; wie, że nie mam pieniędzy, a lubię brandy. Powiem mu, że mam pragnienie i że za szklankę oczyszczę za niego okna. Nie potrzebujecie się o to troszczyć, sir, uda mi się na pewno. A więc ile obiecujecie dolarów?
— Zapłacę wam według wartości wiadomości, które przyniesiecie, — najmniej trzy dolary.
— All right! Nalejcie mi jeszcze brandy i idę.
Kiedy murzyn się oddalił, zapytano kornela, w jakim celu wydał mu takie polecenie. Ten odpowiedział:
— Jesteśmy biednymi trampami i musimy zawsze wiedzieć, na czem stoimy. Mamy zapłacić za przejazd, chcę więc spróbować przynajmniej, czy nie wydostaniemy w jaki sposób tych pieniędzy. Również do dalekiej podróży, o której myślimy, musimy poczynić pewne przygotowania, a wiecie, że nasze mieszki są dość puste.
— Chcemy je przecież napełnić z kasy kolejowej!
— Czy wiecie na pewno, że nasz plan się uda? Jeśli zaś tu możemy zarobić trochę pieniędzy, byłoby największą głupotą pominąć tę sposobność.
— A więc, powiedzmy otwarcie, kradzież na okręcie? To niebezpieczne. Kiedy okradziony zauważy swą stratę, nastąpi straszliwy huczek, po którym przyjdzie do obszukania wszystkich osób i kątów, a my będzie-