Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Musicie trochę poszpiegować, trochę podsłuchiwać.
— Gdzie? Kogo?
— W salonie.
— Tak? Hm! — mruczał murzyn, namyślając się. — Dlaczego, sir?
— Ponieważ, — no, będę otwartym wobec was! — nalał mu szklankę na nowo i ciągnął dalej w tonie poufałym. — Jest tam wielki, zbudowany jak olbrzym, sir, którego nazywają Old Firehand, dalej jegomość ciemnobrody, zwany Tomem, a w końcu pewien przebrany pasażer w długiej bluzie skórzanej, na którego wołają „ciotka Droll“. Ten Old Firehand jest farmerem, a tamci dwaj jego gośćmi, których wiezie do siebie. Przypadkowo udajemy się do tej samej farmy, aby się nająć do pracy. Chcielibyśmy więc wiedzieć, co to za ludzie, z którymi będziemy mieli do czynienia. Widzicie, że nie żądam od was niczego nieuczciwego i zakazanego.
— Zupełnie słusznie, sir! Żaden człowiek nie może mi zabronić słuchać, gdy inni mówią. Najbliższe sześć godzin należą do mnie; jestem wolny od zajęcia i mogę robić, co mi się podoba.
— Lecz jak tego dokonacie? Czy możecie wejść do salonu?
— Zakazanem nie jest, ale nie mam tam czego szukać; mogę tylko coś przynieść lub wynieść. To trwa jednak tak krótko, że nie mógłbym przytem wypełnić swego zamiaru.
— Czy niema jakiej roboty, przy której moglibyście się tam dłużej zatrzymać?
— Nie —, albo raczej tak; przychodzi mi coś na myśl. Okna są brudne, mógłbym je oczyścić.