Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dobrze było we wodzie. Więc mu pomogłem.
— To było mądrze z waszej strony! Pantera nie obawia się wody, a ponieważ jest doskonałym pływakiem, byłaby dostała się do brzegu bez żadnego wysiłku. Coby tak było za nieszczęście, gdyby się jej udało! Uratowaliście w każdym razie życie wielu ludziom. Ściskam waszą dłoń i pragnę, byśmy się bliżej poznali.
— To jest i mojem gorącem życzeniem, sir. A teraz proponuję napić się na pomyślność nowej znajomości. Nie przyszedłem na ten steamer po to, aby cierpieć pragnienie. Chodźmy więc do salonu.
Wszyscy poszli za tem wezwaniem, a kiedy gentlemani zniknęli z pokładu, wyszedł z hali maszyn ów murzyn, któremu nie pozwolono przyglądać się panterze. Zastąpił go inny robotnik, a on szukał teraz miejsca cienistego na drzemkę poobiednią. Gdy powoli i leniwie wlókł się ku przodowi, widać było wyraźnie po jego twarzy, że nie jest wcale w dobrym humorze. Zauważył to kornel, a zawoławszy nań, skinął, aby się zbliżył.
— Czego sobie życzycie, sir? — zapytał murzyn, zbliżywszy się do niego. — Jeśli macie jakie życzenie, to zwróćcie się do stewarda. Ja nie jestem na posługi gości.
— Jestem tego samego zdania — odrzekł kornel. — Chciałem was tylko zapytać, czy nie wypilibyście z nami szklanki brandy.
— Jeśli o to idzie, to jestem na wasze usługi. Przy piecu wysycha człowiekowi gardło dokładnie. Ale, nie widzę wódki ani na jeden łyk.
— Macietu dolara; przynieście tam z boardu to, na co macie ochotę i usiądźcie obok nas!