Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oczkom małym i chytrym, jak u kreta! Nie ujdzie im nawet mrówka w najgęstszej trawie. Czepia się swej ofiary z największą i nieznoszącą żadnego oporu przyjaźnią i zatrzaskuje pułapkę, zanim możliwe jest nawet pomyśleć o zaskoczeniu.
— Czy zna ciebie?
— Chyba nie; wówczas nie mógł mi się przyjrzeć, a od tego spotkania upłynęło wiele czasu i ja się bardzo zmieniłem. Mimo to jestem tego zdania, że wskazanem jest, byśmy zachowywali się spokojnie i cicho, aby nie zwrócić na siebie jego uwagi. Sądzę, że możemy tu spłatać dobrego figla, a nie chciałbym, żeby ten stanął nam w drodze.
Tak niebezpiecznie, jak go kornel odmalował, Droll jednak nie wyglądał, a raczej wszyscy musieli się wysilać, by na jego widok nie wybuchnąć śmiechem, który mógłby go obrazić. Jego nakrycie głowy nie było ani kapeluszem ani czapką. czy czepkiem, a jednak można było określić je każdym z tych wyrazów. Składało się z pięciu różnego kształtu kawałków skóry: środkowy, leżący na czubku głowy, miał kształt miski odwróconej do góry dnem, tylny okrywał kark, a przedni czoło — miało to być zapewne pewnego rodzaju osłoną, czy krezą; czwarty i piąty kawałek tworzyły szerokie klapy, zasłaniające uszy.
Kaftan nosił bardzo długi i nadzwyczaj szeroki, a złożony wyłącznie ze skórzanych łat, przyszytych jedna na drugiej; żadna nie była tego samego wieku i widziało się, że ponaszywano je stopniowo w różnych odstępach czasu. Zprzodu brzegi tej bluzy opatrzone były rzemieniami, które, związane razem, zastępowały miejsce