Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drapieżcą. Uciekajcie na drugą stronę okrętu!
Śmieszna postać zdawała się znajdować przyjemność w igraniu ze ścigającą panterą; poruszała kruchem wiosłem prawdziwie po mistrzowsku i umiała ze zdumiewającą zręcznością omijać zwierzę. W czasie tego zawołała swym fistułowym głosem:
— Zaraz ci pokażę, stary Tomie, gdzie się strzela do takiej kreatury, jeśli to potrzebne?
— W oko! — odpowiedział Old Firehand.
— Well! Pozwólmy teraz temu szczurowi wodnemu zbliżyć się.
Po tych słowach przyciągnął wiosło i chwycił za strzelbę, leżącą obok niego. Tratwa i pantera posunęły się szybko ku sobie. Drapieżca szeroko otwartemi nieruchomemi oczyma patrzył na wroga, który, przyłożywszy dłoń do ramienia, zmierzył krótko i wypalił dwukrotnie. Odłożyć strzelbę, chwycić za wiosło i cofnąć tratwę — było dziełem jednej chwili. Pantera zniknęła, a tam, gdzie ją po raz pierwszy widziano, wir wskazywał na miejsce walki jej ze śmiercią; potem zobaczono, że wypłynęła znacznie niżej na powierzchnię bez ruchu i martwa; płynęła tak przez kilka sekund, poczem woda pociągnęła ją znowu w głąb.
— Mistrzowski strzał! — zawołał Tom z pokładu, a zachwyceni pasażerowie wtórowali mu z wyjątkiem właściciela menażerji, zasmuconego utratą cennej pantery i pogromcy.
— Były dwa strzały — odpowiedziała awanturnicza postać na rzece. — W każde oko jeden! Dokąd płynie ten steamer, jeśli to potrzebne?
— Tam, gdzie znajdzie dość wody — odparł kapitan.