Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niem widać było pełną, rumianą twarz z małemi oczkami. Reszta postaci tkwiła w szerokim worku czy czemś podobnem, fasonu czego i kroju nie można było określić, bo osoba ta siedziała. Czarny Tom, stojący obok Old Firehanda, zapytał go:
— Sir, znacie tę kobietę?
— Nie. Czy ona jest tak słynną, że powinienem ją znać?
— Tak sądzę. Nie jest to mianowicie kobieta, lecz mężczyzna — myśliwy prerjowy i zastawiacz sideł. A tam płynie pantera. Zobaczycie teraz, czego potrafi dokonać kobieta, która jest mężczyzną.
Potem pochylił się przez poręcz i krzyknął:
— Holla! Ciotko Droll, baczność! To bydlę chce was pożreć!
Tratwa była oddalona od steamera o jakie pięćdziesiąt kroków. Pantera, szukając swych ofiar, jeszcze ciągle pływała obok okrętu; teraz zobaczyła tratwę i skierowała się ku niej. Domniemana kobieta, znajdująca się na tratwie, spojrzała na pokład, a poznawszy tego, który ku niej wołał, odpowiedziała wysokim głosem fistułowym:
— Good lack, czy to wy Tom? Bardzo się cieszę, że was tu widzę, jeśli to potrzebne! Co to za zwierzę?
— Czarna pantera, która skoczyła z okrętu. Zejdźcie jej z drogi! Prędko, prędko!
— Oho! Ciotka Droll nie ucieka przed nikim, nawet przed panterą, obojętne — czarną, niebieską, czy zieloną. Czy można to bydlę zastrzelić?
— Pytanie! Ale tego nie dokażecie! Należała ona do menażerji, a jest najniebezpieczniejszym na świecie