Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


okrętem, żeby pantera nie zobaczyć. Tu być w dole!
Podróżni tłoczyli się ku sterowi, a kapitan rozkazał wyrzucić liny. Rzeczywiście w dole, tuż przy ścianie okrętu, płynął nawznak, by go nie uniosły fale, Młody Niedźwiedź, podtrzymując nieprzytomną dziewczynkę. Liny prędko znalazły się pod ręką i zrzucono je; chłopiec jedną przewiązał dziewczynkę pod ramiona, a sam wdrapał się zwinnie po drugiej na pokład.
Przyjęto go burzliwie i radośnie, lecz on odszedł dumnie, nie wyrzekłszy ani słowa. Kiedy jednak przechodził koło kornela, który również się przypatrywał, stanął przed nim i odezwał się tak głośno, by każdy musiał go usłyszeć:
— No, czy Tonkawa obawia się małego wściekłego kota? Kornel uciekł wraz z dwudziestu bohaterami, a Tonkawa skierował wielkiego potwora na siebie, aby uratować dziewczynkę i pasażerów. Kornel wnet jeszcze więcej słyszeć o Tonkawa!
Uratowaną wyciągnięto i zaniesiono do kajuty. Wtem sternik wskazał ręką ku przodowi okrętu i zawołał:
— Patrzcie na panterę! Patrzcie, tratwa!
Teraz skoczyli wszyscy ku wskazanej stronie, gdzie oczekiwało ich nowe, niemniej wzruszające widowisko. Nie spostrzeżono przedtem małej tratewki, zbudowanej z chróstu i sitowia, na której siedziały dwie osoby, chcące z prawego brzegu rzeki dostać się do steamera, robiły one wiosłami, sporządzonemi byle jak z gałęzi. Jedną z tych osób był chłopiec, drugą, jak się zdawało, kobieta, ubrana bardzo osobliwie. Zobaczono nakrycie głowy, podobne do starego czepka; pod