Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


możliwem, bo ciało leżało częścią w środku, a częścią nazewnątrz, wtedy chciał trupa chwycić za nogi i wyciągnąć.
— Na miłość boską, tylko nie to! — zawołał Old Firehand. — Pantera wyjdzie za niem. Wepchnijcie ciało zupełnie do wnętrza, przecież to tylko trup, a wtedy dadzą się drzwi zamknąć.
Pantera leżała przed trupem pozbawionym głowy; rozwarta, skrwawiona paszcza, w której tkwiły potrzaskane kości, zwracała błyszczące oczy na swego pana; zdawało się, że odgaduje jego zamiar, bo ryknęła gniewnie i poczołgała się wzdłuż trupa, przytrzymując go ciężarem swego ciała. Głowa jej była zaledwie o kilka cali od otworu.
— Precz, precz! Wychodzić! — krzyknął Old Firehand. — Tom, wasz karabin! Wasz karabin! Rewolwer tylko powiększy nieszczęście!
Od chwili, kiedy pogromca wszedł do klatki, upłynęło zaledwie dziesięć sekund. Cały statek tworzył mieszaninę uciekających i krzyczących z trwogi, a drzwi do kajut i pod pokład zostały zupełnie zapchane. Uciekający schylali się poza beczki i paki, i znowu biegli dalej, nie czując się nigdzie bezpiecznie.
Kapitan rzucił się ku swemu mostkowi i wskoczył nań, przesadzając po trzy, cztery schody naraz; za nim szedł Old Firehand; właściciel menażerji schronił się za tylną ścianę klatki, a Czarny Tom pobiegł po swój karabin; po drodze jednak, przypomniawszy sobie, że przywiązał do niego topór, a więc nie będzie go mógł natychmiast użyć, wyrwał starszemu Indsmenowi strzelbę z ręki.