Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jest niemieckiem; Jesteśmy więc krajanami.
— Jak, sir? Wy jesteście także Niemcem? — zapytał wielgus ździwiony.
— Moje właściwe nazwisko jest Winter. I ja takie jadę tym okrętem na dość znaczną odległość, więc będziemy mieli jeszcze nieraz sposobność porozmawiać. Czy jesteście na Zachodzie dopiero od niedawna?
— No, — odrzekł brodacz skromnie — jestem tu już nieco dłużej. Nazywam się Tomasz Grosser. Nazwisko rodowe się tu pomija, z Tomasza robi się Toma, a ponieważ noszę tak potężną i czarną brodę, nazywają mię Czarnym Tomem.
— Jak? Co? — zawołał Old Firehand. — Wy jesteście Czarnym T omem, słynnym rafterem?
— Tom się nazywam, rafterem jestem, a czy słynnym, w to wątpię. Ale, sir, kornel nie powinien słyszeć mojego nazwiska, gdyż mógłby mię po niem poznać.
— A więc mieliście już z nim do czynienia?
— Trochę. Opowiem wam to jeszcze. Wy go nie znacie?
— Widziałem go dziś po raz pierwszy, jeśli jednak dłużej pozostanie na pokładzie, będę mu baczniej patrzył między palce. I was muszę także bliżej poznać. Jesteście człowiekiem, jakiego mi potrzeba. Jeśliście się już gdzie nie obiecali, mógłbym was potrzebować.
— No, — powiedział Tom, patrząc w zamyśleniu ku ziemi — zaszczyt przebywania z wami wart jest daleko więcej niż wszystko inne. Wprawdzie zawarłem umowę z innymi rafterami. a nawet obrali mię za swego dowódcę, ale jeśli mi tylko dacie czas zawiadomić ich