Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie.
— A może mam ich wysadzić na brzeg?
— I to nie. Chyba nie chcecie po raz ostatni odbywać podróży na waszym steamerze?
— O tem ani myślę! Mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będę płynął w dół i w górę starej Arkanzas.
— Dobrze! A zatem strzeżcie się narazić na zemstę tych ludzi! Są oni w stanie usadowić się gdziebądź na brzegu i wypłatać wam figla, który kosztowałby was nie tylko statek, ale i życie.
Teraz dopiero spostrzegł Old Firehand czarnobrodego, który się zbliżył i stanął w pobliżu, utkwiwszy w myśliwym wzrok, wyrażający jakieś skromne życzenie.
Old Firehand przystąpił do niego i zapytał:
— Czy chcecie ze mną mówić, sir? Czy mogę wyświadczyć wam jaką przysługę?
— Bardzo wielką — odrzekł Niemiec. — Pozwólcie mi uścisnąć waszą rękę. sir! To wszystko, o co was proszę. Potem zadowolony odejdę i nie będę się wam więcej naprzykrzał, tę zaś godzinę będę wspominał z radością przez całe życie.
Widać było po jego otwartem spojrzeniu i po tonie, że te słowa pochodziły rzeczywiście z serca, Old Firehand wyciągnął do niego rękę i zapytał:
— Czy daleko jedziecie?
— Tym okrętem? Tylko do portu Gibson, a potem dalej łódką. Obawiam się, że wy, nieustraszony, weźmiecie mię za tchórza, ponieważ przedtem przyjąłem drink od tego tak zwanego „kornela“.
— O nie! Mogę was tylko pochwalić, że byliście