Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kiedy te łotry wyszły z pokoju przed udaniem się na cmentarz?
— Z nastaniem wieczora.
— Gdyby błoto pochodziło z wieczora, byłoby teraz twarde i suche. Grudka, którą widzicie, dostała się tutaj najwyżej przed godziną. A więc byli tutaj.
— Do stu tysięcy djabłów! Nie uda im się uciec! Pojechali z pewnością do Santa Jaga. Tam ich schwytamy.
— Nie chcę się z wami spierać. Posłuchajcie mojej rady. Policja dowie się w ciągu krótkiego czasu, gdzie zbiegowie mieszkali. Jeżeli tu zostaniecie, rozprawi się z wami bez wielkich ceregieli.
— Macie rację. Odchodzę, Ale dokąd?
— Pójdziecie, oczywiście, ze mną. Odźwierny czeka na dole. Zapłaćcie, coście winni za jedzenie, i koniec. Osoba moja jest dobrym pretekstem, abyście mogli spokojnie odejść.
Grandeprise spełnił radę towarzysza. Po upływie dziesięciu minut opuścili gospodę. Gdy przechodzili obok domu handlarza, sam właściciel stał przed bramą. Sępi Dziób skorzystał ze sposobności i zapytał:
— Macie dużo koni w stajni, sennor?
— Dziś tylko cztery — brzmiała odpowiedź.
— Możecie sprzedać jednego?
— Tylko jednego. Pozostałe są mi potrzeb-

52