Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że Landola i Gasparino Cortejo są w gospodzie? Czy możecie wejść do ich pokoju?
— W każdej chwili.
— Dobrze; zaraz się przekonamy.
— Obudzimy ich. Już ja się z nimi rozprawię!
— Nie obudzimy ich, bo ich niema wcale.
— W takim razie przyjdą.
— Przeczucie mówi mi coś złego. Chodźmy, zobaczymy.
Wzięli latarki. i udali się na palcach do pokoju, zajmowanego przez Corteja i Landolę. Weszli bez trudu. Sępi Dziób miał rację — w pokoju nie było nikogo.
— Wrócą przecież — rzekł Grandeprise.
— Tak przypuszczacie? Byliby głupcami, gdyby wrócili. Z nadejściem dnia wieść o fałszywym oficerze i zbiegłych aresztantach rozejdzie się po całem mieście. Rozpoczną poszukiwania, wywiady. Ci dwaj są za mądrzy, by czekać, aż ich pochwycą. Już ich niema w mieście.
— Zostawiliby mnie tutaj?
— Dlaczego nie? Czy i na to mam dać wam dowód? Popatrzcie tylko.
Sępi Dziób oświetlił latarką podłogę, schylił się i wskazał na coś strzelcowi.
Grandeprise zapytał:
— Co takieqo?
— Błoto uliczne. Dotknijcie. — I cóż?
— Jeszcze mokre i miękkie.

51