Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dni, gdym już czuł się zupełnie dobrze, udałem się do starej kuźni, aby je wykonać.






Rozdział XXIX.

Wieść o tem, że moje świetne nadzieje się rozwiały, doszła do miejsca rodzinnego przed mym przyjazdem. Pod „Niebieskim Dzikiem“ o wszystkiem już wiedziano i zauważyłem znaczną zmianę w obejściu służby. Póki uważano mnie za przyszłego bogacza, bardzo starano się zasłużyć na me zadowolenie, teraz zaś wiedząc, że straciłem nadzieję pozyskania majątku, zupełnie względem mnie zobojętnieli. Przyjechałem wieczorem, znużony jazdą, którą poprzednio uważałem za zabawę. Gospodarz „Dzika“ oznajmił mi na wstępie, że nie może dać mi poprzedniej sypialni, która już jest przez kogoś zajęta i zaprowadził mnie do obrzydliwej komórki nad wozownią. Ale i tu tak samo dobrze spałem, jak w najlepszym pokoju „Dzika“ i śniły mi się sny nie gorsze, jak poprzednio.
Nazajutrz rano, podczas gdy przygotowywano mi śniadanie, poszedłem popatrzyć na Satis-Haus.
Na drzwiach i na oknach widniały ogłoszenia o sprzedaży z licytacyi następnego tygodnia mebli i różnych domowych sprzętów. Dom również sprzedawano. Nad browarem widniał napis z wielkich białych liter „1-sza