Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


partya“ a nad domem tyle lat zamkniętym „2-ga partya“. I na innych częściach były napisy, a wijące się rośliny, pozrywano ze ścian, by lepiej było można widzieć napisy. Przy wejściu obejrzałem się z niemiłem uczuciem nieznajomego, nie mającego nic wspólnego z otaczającymi go przedmiotami i zauważyłem pisarza, rachującego beczki dla dżentelmena, który trzymając w rękach pióro, układał spis inwentarza; za stół do pisania służył fotel na kółkach, który tak często popychałem, śpiewając o „wuju Klemmie“.
Wróciłem na śniadanie do „Niebieskiego Dzika“. Po śniadaniu poszedłem powoli w stronę kuźni. Nogi mnie jeszcze bolały, ale w miarę zbliżania się, czułem się coraz lepiej.
Dzień był prześliczny. Błękitne niebo, jaskółki wysoko wirujące nad zielonymi łanami owsa, i cała wogóle okolica, wydawała mi się piękniejszą i spokojniejszą niż kiedykolwiek. Podczas drogi przedstawiałem sobie mile obrazy życia, jakie tu zacznę, pod kierunkiem przyjaciela, którego przywiązanie i rozsądek poznałem. Serce me ogarniało uczucie, na myśl, że wracam w strony rodzinne po tylu latach.
Nie widziałem jeszcze szkoły, którą prowadziła Biddi, ale przechodząc przez pola, aby niespodzianie zjawić się we wsi, ujrzałem budynek szkolny. Niestety było to święto i dzieci