Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


byliśmy teraz bardzo szczęśliwi. A co by to przedtem, minęło.
Gdy położyłem się do łóżka, Józef według zwyczaju przyszedł się ze mną pożegnać. Spytał mnie, czy czuję się równie dobrze, jak rano?
— Tak, równie dobrze, drogi Józefie.
— I czujesz się coraz silniejszym?
— Tak, kochany Józefie.
Józef pogładził mnie ręką po ramieniu i powtórzył trochę przygłuszonym głosem:
— Dobranoc!
Obudziwszy się nazajutrz zdrowym i silniejszym, niż kiedykolwiek, postanowiłem wyjawić Józefowi swe postanowienie przed śniadaniem. Szybko ubrałem się i chciałem mu zrobić przyjemność, pojawiwszy się tak wcześnie w jego pokoju; ale go nie zastałem, nie było również jego walizki. Poszedłem do jadalni i na stole znalazłem list tej treści:
„Wyjechałem, nie chciałem panu ciężyć; jest pan już zdrowy, kochany Pipie i znacznie lepiej panu będzie bez
„Józefa“.
„P. S. Zawsze jednak zostaniemy przyjaciółmi.“
Do listu było włożone potwierdzenie odbioru mego długu, za który chciano mnie wsadzić do więzienia. Do tej chwili przypuszczałem, że wierzyciele zostawili mnie w spokoju, czekając mego powrotu do zdrowia. Nie wy-