Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


funtów rocznego dochodu na pigułki przeciw żółci; pani Jerzowa dwadzieścia funtów; panna...
Wszystkie te szczegóły były tak prawdopodobne, że nie miałem najmniejszego powodu wątpić.
— No, stary przyjacielu. Zdaje mi się, że jesteś dziś zdrowszy i możesz usłyszeć jeszcze jedną nowinę. Czy wiesz, że Orlik ograbił dom.
— Czyj?
— Prawda, że to zuchwałe i zawadyackie, ale przecież dom Anglika to jego twierdza, a na twierdzę napada się tylko w czasie wojny. I choćby miał on na sumieniu jakieś grzeszki, to w każdym razie jest przecież handlarzem zboża.
— Więc to Pembelczuka dom okradli?
— Tak, tak. Wzięli mu wszystkie pieniądze, wypili wszystko wino, zjedli wszystko, co było jadalnego w domu, jego samego zaś pobili, za nos ciągnęli zapchawszy mu usta cennikami, aby nie krzyczał. Ale on nie głupi, poznał Orlika. Ot i ptaszek siedzi już w więzieniu.
W ten sposób zwolna zaniechaliśmy ostrożności i rozmawiali, ile się nam podobało. Byłem jeszcze słaby choć powoli poprawiło mi się zdrowie. Józef, jak poprzednio mnie pielęgnował i czasem myślałem, że znowu stałem się małym Pipem.