Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Widzisz, stary przyjacielu — rzekł, jakby przygotowując mnie — to za wiele powiedziane, lepiej powiedzieć, że ona nie...
— Nie żyje już?
— To już bliższe prawdy, rzeczywiście niema jej już między żyjącymi.
— Długo chorowała?
— Może z tydzień po twem zachorowaniu.
— Nie słyszałeś nic Józefie, co się stało z jej majątkiem?
— Zdaje się, że prawie wszystko zostawiła pani Estelli. W testamencie znaleziono dodatek, dopisany jej własną ręką, dwa dni przed nieszczęściem. Zostawiła, widzisz, okrągłe cztery tysiące panu Mateuszowi Poketowi. A jak myślisz, Pip, dlaczego zostawiła mu te cztery tysiące? — „Dlatego, że Pip dobrze mówił o wyżej wspomnianym Mateuszu“. Biddi twierdziła, że te właśnie słowa są napisane „dobrze mówił o wyżej wspomnianym Mateuszu“. Nie zapominaj, Pip, okrągłe cztery tysiące.
Nie wiem dlaczego, ale widocznie przypuszczał Józef, że suma ta zrobi większe wrażenie, jeśli doda do niej słowa: okrągłe.
Wiadomość ta ucieszyła mnie. To wspaniale uzupełniało mój jedyny dobry czyn. Następnie spytałem Józefa, czy zostawiła co innym krewnym?
— Pani Sara otrzymała dwadzieścia pięć