Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdawało mi się, że był sztywniejszy, niż zwykle i miał na głowie nowy kapelusz. W pokoju na stole stały dwie szklanki mleka z rumem i dwa ciastka. Starzec widocznie wstał ze świtem, bo zajrzawszy do jego sypialni zauważyłem, że łóżko było puste.
Pokrzepieni mlekiem i ciastkami udaliśmy się w drogę. Bardzo się zdziwiłem, gdy wychodząc z domu Uemnik wziął ze sobą długą wędkę.
— Czy idziemy łowić ryby? — spytałem.
— Nie, ale lubię chodzić z wędką.
Wydawało mi się to bardzo dziwnem, ale nie rzekłem ani słowa i skierowaliśmy się w stronę łąk Kemberwelskich. Niedaleko od tego miejsca Uemnik nagle zawołał:
— To kościół!
Nie było w tem nic dziwnego, ale nadzwyczaj się zdziwiłem, kiedy powtórzył, jakby oświecony wspaniałą ideą:
— Może wejdziemy!
Weszliśmy. Uemnik pozostawił przy wejściu wędkę i obejrzawszy się na wszystkie strony, zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Wyciągnął coś owiniętego w papier i znowu zawołał:
— A! Oto para rękawiczek! Włóżmy je!
Rękawiczki były białe z połyskiem; patrząc na nie i na jego oczy, niezwykłe rozsze-