Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, dziękuję. Więcej nie mogę jeść.
Nigdy jeszcze nie byłem tak uderzony swą niewdzięcznością względem Józefa, jak obecnie, gdym ujrzał całą podłość Pembelczuka. Im wstrętniejszym wydawał mi się Pembelczuk, tem lepszym wydawał mi się Józef; im podlejszym Pembelczuk, tem szlachetniejszym Józef.
Po dwóch godzinach poczułem, że serce me trochę się uspokoiło. Wreszcie bicie zegarów zupełnie mnie orzeźwiło, zerwałem się pełen żalu i skruchy. Narzuciłem surdut i wyszedłem z gospody. Przedtem obszukałem wszystkie kieszenie, aby przeczytać raz jeszcze tajemniczy list, ale go nie znalazłem. Prawdopodobnie zgubiłem go w dyliżansie i to mnie niemało zaniepokoiło. Mimo to wiedziałem doskonale, że naznaczone spotkanie miało się odbyć w domku przy szluzie na moczarach, Punktualnie o godzinie dziewiątej wieczorem. Nie można było ani chwili tracić i dlatego prosto poszedłem na moczary.






Rozdział XXIV.

Noc była bardzo ciemna, mimo pełni księżyca, który właśnie wypływał na nieboskłon, gdy minąwszy wszystkie zabudowania, znalazłem się na otwartych moczarach. Za ich