Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w jakiemś bezpiecznem miejscu na brzegu. Czas możnaby było obliczyć, jeśliby się wszystko dokładnie naprzód zbadało. Herbert zgodził się ze mną i zaraz po śniadaniu poszliśmy zebrać potrzebne nam wiadomości. Okazało się, że hamburgski parowiec zapowiadał się dla nas najkorzystniej i dlatego na nim osnuliśmy swe plany. Jednakże zanotowaliśmy również wszystkie inne parowce, które miały opuścić Londyn w tym czasie. Prócz tego doskonale zapamiętaliśmy zewnętrzny wygląd i flagi każdego parowca. Potem rozeszliśmy się na parę godzin, ja poszedłem, wystarać się o konieczne paszporty, Herbert zaś udał się na poszukiwanie Startopa. Gdyśmy się zeszli znowu około południa, okazało się, że obaj dobrze załatwiliśmy interesa. Ja dostałem paszporty, Herbert zaś widział się ze Startopem, który chętnie zgodził się nam pomódz.
Postanowiliśmy, że Startop z Herbertem będą wiosłowali, ja zaś będę sterował. Magwicz będzie spokojnie siedział między nami. Ponieważ nie potrzebowaliśmy się nadzwyczajnie spieszyć, mieliśmy jechać jak najwolniej. Prócz tego zdecydowaliśmy, że Herbert uda się dzisiaj, nie zachodząc na obiad do domu wprost na wybrzeże Młyńskiego Potoku a jutro wogóle tam nie pojedzie. W ten sposób dziś w poniedziałek wszystko się ułoży z Magwiczem, a do środy nie będziemy mieli z nim