Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bie; ale obecnie z ich spojrzeń wyzierała świadomość, że okazali się słabymi i porzucili swe urzędowe role. Dlatego też zapewne tak ostro trzymali się tych ról. Dżaggers raził swym chłodnym, dyktatorskim tonem. Uemnik zaś wypełniał natychmiast wszystkie polecenia z niezwykle zimną krwią. Nigdy nie widziałem ich w tak sztywnych stosunkach, gdyż załatwiali normalnie sprawy bardzo uprzejmie.
Wkrótce na ich szczęście wszedł do pokoju Majk, klient Dżaggersa w futrzanej czapce, którego widziałem jeszcze przy pierwszej wizycie u Dżaggersa. Człowiek ten wciąż dostawał się do Niugetu albo sam, albo też ktoś i z jego rodziny; teraz przyszedł zameldować, że starszą jego córkę schwytano na kradzieży.
Gdy o tem wszystkiem uwiadomił Uemnika, Dżaggers stał przy ogniu i nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Ukończywszy swe opowiadanie, Majk zalał się łzami.
— Cóż ty? — spytał Uemnik z niezwykłym wstrętem. — Przyszedłeś tu lamentować? i
— Nie, panie Uemnik.
— Jak śmiesz! Lepiej nie przychodź, jeśli nie możesz słowa powiedzieć bez lamentów, jak jaka stara baba. Co mówisz?
— Człowiek nie zawsze może zapanować nad swemi uczuciami.
— Co? Powtórz!