Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wspomniałem mu, że długo cieszyłem się próżnemi nadziejami i że teraz uczyniłem ważne odkrycie; a nawet dałem mu do zrozumienia, że obecny niespokojny stan mych myśli może pociągnąć złe skutki. Zdaje mi się, dodałem — że zasługuję na wzajemną otwartość z jego strony. Nie jestem winien; nie podejrzewałem go o nic, tylko chciałem dowiedzieć się od niego całej prawdy. A jeśli spyta, dlaczego tego żądam, jakie mam prawo domagania się prawdy, to mu odpowiem, że choć może nic go nie obchodzą podobne głupstwa, że kochałem Estellę gorąco i długo, to jednak i teraz, gdym ją stracił, jest mi drogiem wszystko, co jej dotyczy. Widząc wreszcie, że Dżaggers stoi milcząc i jest niewzruszonym, mimo mego ogromnego uniesienia, zwróciłem się do Uemnika.
— Uemniku, wiem, że masz dobre serce! Widziałem twój wesoły domek, starego ojca; widziałem jak szczęśliwie i spokojnie pędzisz życie u domowego ogniska. Błagam cię, wstaw się za mną, powiedz panu Dżaggersowi, że powinien być ze mną otwartszym.
Nigdy nie widziałem dziwniejszych spojrzeń, jakie wymienili Dżaggers z Uemnikiem; zrazu przestraszyłem się, myśląc, że Dżaggers natychmiast oddali Uemnika, ale prędko się uspokoiłem: na ustach Dżaggersa pojawiło się