Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Może jej postępek nie zasługuje na tę nazwę; obwiniono ją jednakże i sądzono. Pan Dżaggers bronił i pozyskał sławę; wówczas to i Prowis po raz pierwszy się o nim dowiedział. Ofiarą jej była druga kobieta. Kto wszczął walkę — niewiadomo, tylko po strasznej walce w stodole ofiarę znaleziono zaduszoną.
— Skazano zabójczynię?
— Nie, uwolniono ją... Biedny mój Hendlu, drażnię ci rany.
— Nie, nie można postępować delikatniej, Herbercie. Cóż więcej?
— Tej uwolnionej, młodej kobiecie i Prowisowi urodziło się dziecko, maleńka dziewczynka, bardzo kochana przez Prowisa. Kilka godzin przed usunięciem przedmiotu swej zazdrości, przyszła żona do Prowisa i przysięgała mu, że zabije dziecko... Teraz już obwiązałem ci dobrze lewą rękę, pozostaje jeszcze prawa. Najlepiej bandażuję przy takiem półświetle; ręce moje pewniej działają, gdy nie zupełnie wyraźnie widzę straszne rany. Ale ciężko jakoś oddychasz, mój drogi? Zdaje mi się, że za często?
— Czy ta kobieta wykonała groźbę, Herbercie?
— To właśnie najciemniejszy punkt w życiu Prowisa. Rzeczywiście spełnia swą groźbę.