Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


by dobrowolnie cierpieć i trawiła każdą chwilę jej życia.
— Do ostatniej twej z nią rozmowy, kiedym to ujrzała twe odbicie w lustrze, sama nie rozumiałam, com zrobiła! zapomniałam, że sama niegdyś tego samego doświadczyłam. — Com zrobiła! Com zrobiła! I znów dziesiątki, setki razy powtarza: „com zrobiła!“
— Pani Chewiszem, niech pani o mnie nie myśli i nic sobie nie wyrzuca. Estella to co innego; jeśli pani kiedykolwiek naprawi zło, które pani jej wyrządziła swem wychowaniem, to lepiej pani postąpi, niźli opłakując błąd.
— Tak, tak, wiem to. Ale, Pip, mój przyjacielu, wierz mi, że gdym po raz pierwszy ją zobaczyła, chciałam wybawić ją od nieszczęścia, jakiegom sama doznała. Zrazu tylko tegom pragnęła.
— Przypuszczam, że to prawda.
— Ody dorosła i stała się piękną, poszłam dalej; swemi pochwałami, brylantami, pouczeniami i opowiadaniem swego życia, skaziłam jej serce i uczyniłam je nieczułem.
— Lepiejby pani zrobiła, zostawiając jej własne naturalne serce, choćby ono miało znosić tylko udrękę i cierpienie.
Tu pani Chewiszem popatrzyła na mnie tępym wzrokiem i znów zawołała: — Com ja zrobiła! Jeślibyś znał me życie, ulitowałbyś się nade mną i lepiejbyś mnie zrozumiał.