Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podległ podejrzeniom, Dżaggers zaś głównie na tem oparł obronę, że ona nie mogłaby tego uczynić. Wtedy nie rozwodził się nad siłą jej rąk, tak jak obecnie czasem to czyni.
Opowiedziałem Uemnikowi, że zmusił ją do pokazania nam rąk podczas obiadu.
— A więc od chwili rozpoczęcia sądu kobieta ta zaczęła się ubierać tak, że wydawała się słabszą, niż była w istocie, szczególnie rękawy były tak uszyte, że ręce wydawały się bardzo delikatnemi. W dwóch, czy trzech miejscach miała sińce, ale u tego rodzaju kobiet nie jest to wcale osobliwością. Dużo dawało do myślenia to, że dłonie miała pokaleczone, chodziło tylko o rozpoznanie, czy czasem nie paznogciami? Dla wytłomaczenia tego Dżaggers wykazał, że przechodziła przez gęste, kolczaste krzaki, nie dosięgające do jej twarzy, ale przez któreby przebyć nie mogła bez pokaleczenia rąk; końce kolców wyjęto z jej rąk i przedłożono jako dowód; ponadto wspomniane krzaki były połamane a na nich znaleziono szczątki jej sukni i krople krwi. Główna jednak jego obrona polegała na tem. Na potwierdzenie jej zazdrości przytaczano okoliczność, że była już ona podejrzaną o zabójstwo swego trzyletniego dziecka, zrodzonego z wyżej wspomnianym człowiekiem w celu wywarcia na nim zemsty. Pan Dżaggers tak kwestyę postawił: Mówicie, że to