Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dwanaście lat temu sądzono ją, jako obwinioną o zabójstwo, ale została uwolniona. Była to przepiękna kobieta, o ile się nie mylę w żyłach jej płynęła przymieszka krwi cygańskiej. Bądź co bądź była namiętną kobietą a jak się rozogniła, to możesz sobie wyobrazić...
— Ale jednakże uwolniono ją?
— Pan Dżaggers jej bronił i zadziwiająca sprawę przeprowadził. Sprawa była zawikłana a on był jeszcze wówczas, mówiąc prawdę, młody, mimo to wszystkich zdumiał; bodaj czy ta sprawa nie stała się podwaliną jego sławy. Sam codziennie chodził do sądu karnego, sprzeciwiając się nawet temu, by ją aresztowano, ale podczas badań, gdy nie mógł już sam występować, zasiadał między jej obrońcami i jak wiadomo, mieszał się do wszystkiego. Zabitą okazała się kobieta o lat dziesięć starsza, znacznie większa i silniejsza od obwinionej. Zabójstwa dopuszczono się z zazdrości. Obie wiodły rozpustne życie i ta kobieta, która obecnie bawi w Gerard-strit jeszcze w młodych latach wyszła za mąż za takiego samego rozwiozłego młodzieńca, jak ona, a w zazdrości stawała się istną furyą. Ofiarę znaleziono martwą w dole. Nie obeszło się prawdopodobnie bez walki, bo zwłoki były potłuczone, poszarpane, pokaleczone, a wreszcie została zaduszona. Prócz tej kobiety nikt nie