Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


są ślady paznogci a przytem przypuszczacie, że zabiła dziecko. Powinniśmy przyjąć w śledztwie takie założenie. O ile nam wiadomo, mogła zabić dziecko, dziecko zaś chwytając się jej rąk, mogło je pokaleczyć. Dlaczegóż nie sądzicie jej o dzieciobójstwo? A więc jeśli upieracie się przy pokaleczeniach, to o ile nam wiadomo, sprawa obecnie zupełnie jasna, boście sami je wymyślili? Jednem słowem pan Dżaggers był nielada obrońcą: oni zaś ją uwolnili.
— I od tej pory jest u niego w służbie?
— Tak, zgodziła się do niego od chwili uwolnienia; obecnie jest już poskromiona i wyuczyła się obowiązków, ale przedtem koniecznie trzeba było ją opanować.
— A jakiej płci było dziecko, czy pamiętasz?
— Mówią, że dziewczynka.
— Nic więcej nie masz dziś do powiedzenia?
— Nie, nic. Tylko odebrałem twój list i zniszczyłem go.
Po przyjacielsku rozstaliśmy się, udałem się do domu z nowym pokarmem dla myśli, ale zupełnie nie uspokoiłem się co do swych obaw.