Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pozwoli się pan zapytać jakie?
— Taki człowiek, jak pański przyjaciel pająk, albo bije albo wyzyskuje. Może korzystać i katować, lub wyzyskiwać i nie katować, ale albo bije albo wyzyskuje. Spytaj Uemnika, jakie jest jego zdanie.
— Albo bije albo wyzyskuje.
— A więc, na zdrowie Bentela Drummela — rzekł pan Dżaggers, wyjmując ze szafki karafkę wytrawnego wina i nalewając sobie i nam. Oby kwestya wyboru rozstrzygnęła się ku jej zadowoleniu. Ku zadowoleniu obojga może się rozstrzygnąć! No Molli, Molli, Molli! Jakaś ty dziś powolna.
Była w tej chwili obok niego i podała na stół potrawę. Postawiwszy odeszła na dwa kroki, nerwowo mrucząc jakieś usprawiedliwienie, poruszając przytem palcami, które zwróciły na siebie mą uwagę.
— Co takiego? — spytał pan Dżaggers.
— Ee, nic. Ale przedmiot naszej rozmowy zbyt jest dla mnie przykry — odpowiedziałem.
Ruch jej palców wynikał z drgania ich przy osadach. Stała, z wzrokiem wlepionym w swego pana, jakby nie rozumiejąc, czy ma odejść czy nie, czy może on ma coś jej powiedzieć. Spojrzenie jej było wyraziste. O, napewno widziałem zupełnie takie same oczy i takie same ręce tej pamiętnej dla mnie chwili, bardzo, bardzo niedawno!