Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dobrze, jeślibyś od razu zamówił łódkę w przystani Templu i przyzwyczajał się pływać w dół i w górę rzeki? Takie miałbyś przyzwyczajenie i niktby na to nie zwrócił uwagi. Jeślibyś przepłynął tak dwadzieścia do pięćdziesięciu razy, nikt się nie zdziwi, gdy popłyniesz po raz pięćdziesiąty pierwszy.
Plan ten bardzo mi się podobał, Prowisa zaś wprowadził w zachwyt. Postanowiliśmy, że myśl Herberta stanowczo wykonam i że jeśli Prowis spostrzeże nas na rzece, uda, że nas nie zna. Następnie ułożyliśmy, by widząc nas spuszczał storę w oknie, wychodzącem na wschód, na znak, że wszystko idzie pomyślnie.
Gdyśmy skończyli obrady, wstałem, zbierając się do domu, Herbert miał wracać oddzielnie, w pół godziny po mnie.
— Nie bardzo mam ochotę zostawić tu Pana, — rzekłem do Prowisa — choć wiem, że tu bezpieczniej niż u mnie. Do widzenia!
— Drogi chłopcze. Nie wiem. kiedy się znowu zobaczymy i nie podoba mi się twe wyrażenie: „Do widzenia“. Powiedz lepiej: „dobrej nocy“.
— A więc „dobrej nocy!“ Herbert będzie Pośredniczył między nami a gdy nadejdzie pora, może pan być pewnym, że będę gotów. Dobranoc, dobranoc!
Uznaliśmy za lepsze, aby pozostał w swem mieszkaniu i dlatego odprowadził nas tylko na