Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bym na pewien czas trzymał się od niego zdala, i to wreszcie, co Uemnik opowiadał o ucieczce z Anglii. Dodałem naturalnie, że wyjadę z nim albo udam się za nim stosownie do tego, co Uemnik postanowi. Nie dzieliłem się domysłami, co potem nastąpi, sam tego bowiem nie byłem pewien, widząc, że jest łagodniejszy i bezpieczniejszy dzięki mnie. Co się tyczy zmiany sposobu życia i zwiększenia wydatków, pozostawiłem mu do rozsądzenia, czy podobny krok nie byłby w obecnych okolicznościach co najmniej śmieszny, jeśli nie fałszywy.
Nie mógł zaprzeczyć tak jasnemu wywodowi i wogóle zachował się bardzo rozsądnie. Twierdził, że powrót jego do Anglii był śmiałym krokiem, że zawsze go za taki uważał; nigdy nie życzył sobie, by ze śmiałego zmienił się w nierozsądną i niemiłą historyę, ale uważał się za bezpiecznego, mając takich dzielnych opiekunów.
Herbert, który przez cały ten czas patrzył w zamyśleniu w ogień, zauważył wówczas, że rady Uemnika nasunęły mu myśl, której nie szkodziłoby wykonać. „Obaj jesteśmy dobrymi wioślarzami, Hendlu, i gdy nadejdzie pora, sami możemy go odwieźć z biegiem rzeki. Nie będzie trzeba wówczas ani łódki ani przewoźnika, a uniknie się podejrzeń choćby jednego człowieka, — i to wiele znaczy. Choć to nie jest sezon wioślarstwa, bardzoby było