Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Prowis widocznie wygodnie rozlokował się w nowej kwaterze. Prawda, że małe dwa pokoiki, które zajmował, miały wiele podobieństwa do okrętowych kajut, ale powietrze w nich nie było tak duszne i gęste, jak na dole i dlatego znacznie mniej dochodził tu hałas pana Barle. Prowis nie okazywał najmniejszego niepokoju i zdaje się, nie miał nawet poważnych obaw; zauważyłem tylko, że bardzo złagodniał, lecz nie mogłem ani wcześniej ani później zmiarkować dlaczego.
Rozmyśliłem się w ciągu dnia i postanowiłem nie mówić mu nic o Kompensonie. Ogromna nienawiść, jaką żywił ku temu człowiekowi, mogłaby pobudzić Prowisa do szukania go a przez to rzuciłby się ślepo w objęcia zguby. Dlatego skorośmy tylko zasiedli przy ognisku, spytałem odrazu, czy polega na sądzie i doświadczeniu Uemnika?
— E — e, drogi chłopcze! — odrzekł, kręcąc głową — Dżaggers wie.
— Mówiłem z Uemnikiem i przyszedłem, by oznajmić panu jego rady i przestrogi.
Opowiedziałem szczegółowo i dokładnie o wszystkiem, opuszczając tylko fakt, o którym dopiero co wspomniałem. Opowiedziałem, co Uemnik słyszał w Niugecie, nie wiadomo czy od urzędników, czy od więźniów, że podejrzewają go i że nieustannie pilnują mego mieszkania; że Uemnik doradzał mu ostrożność, a mnie,