Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dżemsa na zagraniczny okręt, znajdzie pan taki pod ręką.
Bardzo uspokojony tem, parę razy podziękowałem mu i prosiłem, aby mówił dalej.
— A więc! Pan Herbert z zapałem zabrał się do dzieła i wczoraj o dziewiątej wieczorem zupełnie szczęśliwie przeprowadził Toma, Dżeka, czy Dżemsa, mniejsza z tem, jak się nazywa. Na dawnem mieszkaniu powiedziano, że wyjechał do Duwru i rzeczywiście powieziono go drogą duwrską, a potem z niej zboczono. No, a wreszcie i ta dobra strona, że wszystkiego dokonano bez pomocy pana i to tak, że jeśli ktoś śledził pana, to musiał wiedzieć, że pan był w tym czasie daleko stąd i zajęty zupełnie czem innem. To odwraca podejrzenie i myli drogę; z tego powodu nie radziłem panu wracać na noc do domu. To więcej jeszcze zaciera ślady, a panowie musicie je pozacierać.
Uemnik tymczasem dokończył śniadania, spojrzał na zegarek i przygotowywał się do włożenia surduta.
— Teraz zrobiłem zdaje mi się, wszystko co mogłem; ale jeśli mogę być panu jeszcze w czemś pomocny — rozumie się z uolworckiego punktu widzenia, to będę bardzo zadowolony. Może pan zupełnie spokojnie udać się dziś wieczorem popatrzeć, jak urządził się Tom, Dżek czy Dżems, zanim pan wróci do