Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


koniecznie chciałem się widzieć z Uemnikiem i oczywiście tym razem chciałem porozumieć się z nim według jego uolworckiego sposobu myślenia. Z przyjemnością opuszczałem pokój, w którym spędziłem taką noc, to też lokaj nie potrzebował stukać dwa razy we drzwi, aby mnie zbudzić.
Punktualnie o ósmej zamek ukazał się mym oczom; gdym się doń zbliżył, wchodziła właśnie mała służąca z dwoma świeżymi chlebami, przeszedłem wraz z nią przez mostek i bez zameldowania stanąłem przed Uemnikiem, przygotowującym dla siebie i ojca herbatę. Przez otwarte drzwi widziałem starca, leżącego jeszcze w łóżku.
— Aha, pan Pip! Więc pan wrócił?
— Tak, ale nie zachodziłem jeszcze do domu.
— Dobrze pan zrobił, na wszelki wypadek zostawiłem notatki przy każdej bramie Templu. Przez którą pan wszedł?
Powiedziałem mu to.
— Dziś jeszcze obejdę wszystkie inne bramy i zniszczę notatki. Nie należy nigdy zostawiać pisemnych świadectw, jeśli można się bez nich obyć; jest to wogóle dobra reguła, bo często ani się spodziejesz, jak się przyda. Czy nie mógłbym pana prosić o przysmażenie tej kiełbaski dla mego czcigodnego ojca?
Odrzekłem, że bardzo chętnie to zrobię.