Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odejściu Prowisa wzmocniły we mnie postanowienie, że nie powiem nic o zamierzonej podróży za granicę, póki nie wrócę od pani Chewiszem.
Przez ten czas z Herbertem mieliśmy obmyśleć, jakiego pretekstu lepiej użyć: — czy obawy, że znajduje się pod nadzorem; czy że ja, który nie byłem jeszcze za granicą, chciałbym wyjechać w podróż? Wiedzieliśmy, że wystarczy, bym zaproponował a oni natychmiast się zgodzi.
Nazajutrz poniżyłem się do oświadczenia Prowisowi, że obiecałem odwiedzić Józefa. Byłbym popełnił każde głupstwo na rachunek Józefa. Prowis miał podczas mej nieobecności uważać na siebie, Herbert zaś zastąpić mnie przy nim. Miałem opuścić go tylko na jedną noc a po powrocie swoim, wynagrodzić jego oczekiwanie wyjazdem za granicę. Przyszło mi wówczas na myśl, a jak się później dowiedziałem i Herbertowi, że najłatwiej możnaby go było wywieźć pod pretekstem różnych zakupów.
Przygotowawszy się w ten sposób, wyjechałem rannym dyliżansem jeszcze przed wschodem słońca i byłem już na wielkiej, zamiejskiej drodze, gdy dzień zwolna zaczął świtać, drżąc lekko, okryty strzępami i łachmanami mgły, jak żebrak.
Gdyśmy zajechali przed „Niebieskiego