Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nowa troska wkradła się do mej duszy po jego opowieści; a raczej opowiadanie jego nadało wyrazu i treści już zrodzonej trosce. Kompenson jeszcze żyje i może dowiedzieć się o jego powrocie, a wówczas niema co wątpić o następstwach. Że Kompenson ogromnie się go obawiał, o tem wiedziałem najlepiej, a czyż można było wątpić, żeby taki człowiek nie postarał się o uwolnienie od niebezpiecznego wroga za pomocą doniesienia policyi.
Nigdy nie mówiłem, nie chciałem mówić Prowisowi ani słowa o Estelli. Ale wyznałem Herbertowi, że przed odjazdem za granicę muszę odwiedzić Estellę i panią Chewiszem.
Oznajmiłem mu to tej nocy, gdyśmy pozostali sami. Postanowiłem jechać do Riczmondu nazajutrz i rzeczywiście udałem się tam.
Odym wszedł do pani Brendli, służąca Estelli oświadczyła mi, że pani wyjechała.
— Dokąd?
— Do pani Chewiszem, jak zwykle.
— Nie jak zwykle; przedtem nigdy tam nie wyjeżdżała beze mnie. Kiedy wróci? Odpowiedź jej była tak nieoczekiwana, że zwiększyła mą bezradność. Odrzekła, że jej pani prawdopodobnie wróci tylko na krótki czas. Nic z tego nie mogłem zrozumieć, nie wiedziałem, że chcą przede mną ukryć stan rzeczy i wróciłem do domu kompletnie rozstrojony. Długie nocne narady z Herbertem po