Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Herbert wstał, ujął mą rękę i zaczęliśmy chodzić tu i tam po dywanie, badając jego wzory.
— Hendlu! — rzeki, zatrzymując się: — zdecydowałeś się, by wcale z jego pieniędzy nie korzystać?
— Stanowczo. Jestem przekonany, że na mem miejscu tak samobyś postąpił.
— I zdecydowałeś się, że musisz się z nim rozejść?
— Czyż możesz o tem wątpić?
— Jesteś jednak obowiązany do ocalenia go z grożącego niebezpieczeństwa. Musisz zatem przedewszystkiem oddalić go z Anglii, Potem zaś myśleć o sobie. Gdy go raz oddalisz usiłuj, wyswobodzić się z jego więzów, a wówczas, drogi Hendlu, obaj postaramy się o uporządkowanie swych spraw.
— Co do tego, aby dowiedzieć się szczegółów jego życia, niema, według mnie innego środka jak poprosić go wprost o opowiedzenie życia.
— Tak. Poproś go jutro po śniadaniu. Żegnając się, zapowiedział, że przyjdzie jutro na śniadanie.
Z takimi planami położyliśmy się spać. Miałem dziwaczne sny o nim i nazajutrz zbukiem się zupełnie niepokrzepiony snem — wciąż z myślą, że go schwytają, jako zbieg-