Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czyż mogę? Pomyśl o nim! Spójrz na niego!
Mimowoli drgnęliśmy.
— Doję się Herbercie! Chodzi o to, że bardzo się do mnie przywiązał. Słyszał kto podobną historyę?
— Biedny, drogi Hendlu!
— Przytem, choćbym się powstrzymał i stanowczo nie wziął już od niego ani jednego pensa, to pomyśl, wiele mu zawdzięczam! Prócz tego mam wielkie długi, bardzo wielkie, jak na człowieka, który nie ma żadnych nadziei na przyszłość, do niczego nie jest przygotowany, do niczego niezdatny.
— No, no! Tak znowu do niczego niezdatny.
— Do czegóż jestem zdatny? Do tego chyba, by iść do wojska? I możliwe, że jużbym to zrobił, gdyby nie chęć pomówienia z tobą, poradzenia się ciebie, jedynego mego przyjaciela.
Nie mogłem dłużej wstrzymać się od łez; ale Herbert tylko z uczuciem uścisnął mi ręce i rzekł, że nic nie może wymyśleć.
— W każdym razie, drogi Hendlu — mówił — udanie się do wojska jest ostatnią ucieczką. Jeśli wyrzekasz się wszystkich łask, to prawdopodobnie w nadziei, że niegdyś zapłacisz wszystkie stracone na ciebie pieniądze. Nadzieja zaś byłaby niewielka, jeślibyś poświę-