Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie mów mi nic; nic nie chcę wiedzieć; nie jestem ciekawym człowiekiem.
Oczywiście zmiarkowałem, że wiedział o tem, co się stało.
— Chcę tylko przekonać się o prawdzie tego, co mi powiedziano; nie mam najmniejszej nadziei, aby to było nieprawdziwem, ale chciałbym się upewnić.
Pani Dżaggers kiwnął głową.
— Czy powiedziano ci, czy oznajmiono? — spytał przeginając głowę na bok i patrząc nie na mnie tylko na drzwi. — Bo jeśli ci powiedziano, to znaczy, że w ustnej rozmowie; a nie mogłeś rozmawiać z człowiekiem, który Przebywa w Nowej Południowej Walii.
— A więc oznajmiono mi.
— Tak.
— Oznajmił mi niejaki Abel Magwicz, że jest mym nieznajomym dobroczyńcą.
— Ten sam. Mieszka on w Nowej Południowej Walii.
— I to on sam?
— Tak.
— Nie jestem tak nierozsądny, aby myśleć, że pan współwinny w mem złudzeniu, ale zawsze byłem przekonany, że to pani Chewiszem.
— Jak sam mówisz, nie jestem nic winien.
— Wydawało się, że to ona — rzekłem ze smutkiem.
— Ani cienia pewności. Nie wierz ni-