Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czemu, co się wydaje, wierz tylko pewności. Niema lepszego prawidła.
— Nie mam już nic więcej do powiedzenia — rzekłem z westchnieniem, po chwili przerwy. — Sprawdziłem rzeczywistość i nic już więcej nie potrzebuję.
— Teraz, gdy Magwicz, żyjący w Nowej Południowej Walii odkrył się tobie, zrozumiesz Pip, jak stanowczo, przez cały czas mych stosunków z tobą, trzymałem się samych tylko faktów. Nigdy nie wykraczałem poza fakty. Wiesz o tem dobrze.
— Tak, panie.
— Oznajmiłem Magwiczowi z Nowej Południowej Walii, gdy po raz pierwszy do mnie pisał, aby nie żądał ode mnie odstąpienia ani na krok od faktów. Tak samo uprzedziłem go i o czemś innem. Zdawało mi się, że wspomniał przypadkiem w swym liście, że zamierza kiedyś spotkać się z tobą w Anglii. Przestrzegłem go, aby takich rzeczy więcej nie pisał, bo nieprawdopodóbnem jest, aby go kiedykolwiek ułaskawiono; jest wygnany z ojczyzny na całe życie i dlatego, jeśli zjawi się w Anglii, postąpi z nim z całą surowością. Przestrzegłem Magwicza i napisałem mu o tem do Nowej Południowej Walii — dodał uważnie, patrząc na mnie. Niewątpliwie skorzystał z mych przestróg.
— Niewątpliwie.