Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ponieważ odzież jego przypominała żeglarza lub kupca cygarami i papugami, zacząłem namyślać się, jak go ubrać. Uważał krótkie spodnie za najlepsze do zamaskowania się, ułożyłem więc w swej wyobraźni cały kostyum, któryby z niego zrobił coś pośredniego między pastorem a dentystą. Wreszcie postanowiliśmy, że nie pokaże się mej praczce i jej kuzynce, zanim się nie przebierze.
Zdawałoby się, że nic łatwiejszego, jak obmyślenie tych ostrożności, ale w smutnem, ponurem niemal usposobieniu mem kosztowało mnie to niemało czasu. Miał pozostać zamknięty w swoim pokoju i nie otwierać nikomu.
Wiedziałem, że na ulicy Esseksa był dogodny hotel, którego tylne okna wychodziły na ulicę Templ, prawie wprost moich. Dlatego od razu poszedłem tam, szczęśliwie znalazłem mieszkanie na drugiem piętrze i wynająłem je dla wuja Prowisa. Potem pochodziłem po sklepach i zakupiwszy niezbędne rzeczy do jego tualety, według zwyczaju skierowałem się do Littel-Briten. Pan Dżaggers siedział przy swem biurku; widząc mnie, natychmiast powstał i podszedł do kominka.
— No, Pip, bądź ostrożny.
— Będę ostrożny, panie. Idąc, obmyśliłem wszystko, co mam mówić.
— Nie wydaj się i nie wydaj kogoś innego. Rozumiesz mnie — nie wydaj kogoś innego.